czwartek, 6 stycznia 2011

Banja Luka - smacznie i obficie, a przy tym wyjątkowo

Zanim wybraliśmy się do Banja Luki, przewertowaliśmy wiele opisów i rekomendacji - szukaliśmy ciekawego miejsca na świętowanie urodzin. Opinii znaleźliśmy mnóstwo, co świadczyło o dużej popularności restauracji, jednak wiele z nich było niepochlebnych. Nas jednak to nie zraziło - postanowiliśmy, głównie za sprawą serwowanej kuchni, "zaryzykować". Jak się miało okazać, to była świetna decyzja. A kilka niedociągnięć zostało w pełni zrekompensowanych.

Najpierw coś do picia

Na początek - z racji urodzinowej okazji - zamówiliśmy butelkę wina musującego (jedyne w karcie Cristal Cava). Kelnerka przyjęła zamówienie, ale musiała nas powiadomić o zaistniałym braku w ich piwnicach, czego nie była wcześniej świadoma. Dlatego zaproponowała nam, po konsultacji z menedżerem, dwa kieliszki bliżej nie określonego wina musującego na koszt firmy. Przyjęliśmy ten bardzo miły gest z wdzięcznością, odbierając go jako dobrą wróżbę na dalszą część wieczoru i dowód, że wiele negatywnych opinii o obsłudze było co najmniej przesadzone. Swoją drogą - do dzisiaj się zastanawiam, skąd się wzięły te dwa kieliszki...

Zamiast wina musującego, zamówiliśmy bułgarskie wino Leva, kupaż szczepów Cabernet Sauvignon i Merlot, lekkie, o aksamitnej fakturze i owocowym aromacie - świetne do grillowanych mięs. Choć się tego nie spodziewaliśmy, kelnerka podała nam wino zgodnie z restauracyjnym rytuałem.

Poprosiliśmy również o dzbanek wody stołowej. I tutaj mała wpadka - kelnerka zapomniała o naszym zamówieniu, jednak po interwencji szybko naprawiła swój błąd, przepraszając w ujmujący sposób.

A potem do jedzenia

Na początek dostaliśmy kilka kromek kołacza z ciekawym sosem. Proste "czekadełko", ale całkiem smacznie upłynął nam czas oczekiwania na przekąski, tj. rostbeft marynowany w oliwie i occie balsamico - smaczny i delikatny, oraz opiekane warzywa w sosie pomidorowym (pindżur) - aromatyczne, ale nieco zbyt tłuste, choć tutaj nasze zdania były podzielone.

Potem przyszła kolej na danie główne - Mix Bałkański. Wielka góra mięsa podana na skwierczącej patelni, podana z aromatyzowanym ryżem, podsmażonym puree ziemniaczanym i marchewką z nutką imbirową oraz sosami. Rewelacja! Pikantne kotleciki różnego rodzaju świetnie współgrały z delikatnym winem, a wątróbki w boczku były wprost fenomenalne. Jak wielu naszych poprzedników, również i my nie daliśmy rady zjeść wszystkiego - kelnerka sama zaoferowała nam zapakowanie niezjedzonych mięs na wynos. O deserach zatem nie mogło być mowy.

Wystrój i obsługa

Wnętrze Banja Luki z wieloma rustykalnymi elementami świetnie oddaje charakter karczmy. Byliśmy tam zimą, więc ogródek restauracyjny był niestety niedostępny.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z obsługi - Pani Paula, o czym była mowa powyżej, postarała się nam zrekompensować brak wina musującego, a także aktywnie i dyskretnie zajmowała się nami przez cały wieczór, podała też oczywiście rakiję do rachunku, a na koniec wręczyła nam... prezent! Tak, tak - otrzymaliśmy od Pani Pauli butelkę wina. Zaznaczam przy tym, że nie wspominaliśmy o urodzinach - Pani Paula domyśliła się o specjalnej okazji na podstawie naszego pierwszego zamówienia.

W naszej ocenie, to bardzo miły a przy tym rzadko spotykany gest, który świadczy o wysokim poziomie dbałości o klienta. Do takich restauracji chcemy chodzić i do takich restauracji będziemy wracać - w Bania Luce następnym razem spróbujemy ryb i owoców morza.

Jakość / Ceny

Za kolację składającą się z dwóch przystawek, dwuosobowego dania głównego, butelkę wina i dzbanek wody zapłaciliśmy 192 PLN. Biorąc pod uwagę świetną jakość dań i poziom naszego zadowolenia, kolacja była warta swojej ceny. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dostaliśmy gratisowe dwa kieliszki wina musującego i dwa kieliszki rakiji. A do tego wino w prezencie.

Podsumowując - restarację Banja Luka wpisujemy na listę ulubionych. Na pewno tu wrócimy.